Gość w dom…

Nie lubię (i pewnie nie jestem w tym osamotniona), kiedy ktoś przychodzi do mojego mieszkania, nie wyciera butów, nie patrzy, czym się w danym momencie zajmuję, tylko siada obok mnie i mówi: słuchaj, prawda jest jedna, i ja ci teraz powiem, co to za prawda, i musisz zrozumieć, że nie ma innej.

Taka sytuacja w zasadzie nigdy mi się nie zdarzyła. Jednak, myśląc bardziej globalnie, w relacji państwo-jednostka, zachodzi niemal codziennie.

Dyskusja jest ogromną wartością, nad którą pochylali się nie tylko filozofowie, ale i prawnicy, pisarki, socjolożki. To dzięki polemice powstało wiele nowych nurtów nauki. Chciałabym, aby to właśnie dyskurs był nośnikiem sporów światopoglądowych czy rozwiązań etyczno-moralnych.

Dlatego tak ważny (niezbędny) jest pluralizm w społeczeństwie, który umożliwić może władza. Jeżeli jedna z grup jest uprzywilejowana zarówno przez ustawodawcę jak i przez tzw. IV władzę (media), zaczynam odczuwać, że ktoś „wchodzi mi do mieszkania z butami”.

Nie mam nic przeciwko Kościołom, Związkom Wyznaniowym, kołom dyskusyjnym. Dostrzegam potrzebę ich istnienia i rozumiem, że to właśnie dzięki nim mogę z przyjemnością prowadzić dyskusje, które rozwijają mnie duchowo. Jednak czuję się zupełnie bezradna, gdy w telewizji lokalnej wciąż widzę duchownego jednego Kościoła. Gdy widzę, że pieniądze publiczne są przeznaczane na fundacje, organizacje, inwestycje związane z konkretnym wyznaniem. I w końcu: gdy widzę, że decyzje posłanek i posłów są zależne od konkretnej wspólnoty wyznaniowej. Zwłaszcza, gdy stoi ona w opozycji do faktów naukowych.

Kwestia wiary jest indywidualną decyzją jednostki. W naszym rejonie jest to niezwykle ważne; powtarzamy, że jesteśmy wielokulturowi, na terenie województwa są gminy, gdzie ponad 90% stanowią osoby innego wyznania niż to, które przez władzę uznane zostało za dominujące. Łączenie bycia obywatelem lub obywatelką Polski z danym wyznaniem jest mocnym nadużyciem.

Czego w takim razie chcę? Powitać w swoim mieszkaniu wiele różnych osób. Chcę, by każda z nich zdjęła buty, spokojnie usiadła, miała ciekawość drugiego człowieka, chęć poznania, a także radość z możliwości rozwoju duchowego. Takim gościom chętnie upiekłabym ciasto.

Tekst: Katarzyna Rosińska

SHARE IT: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit Email

Comments are closed.